Andrzejki - w sypialnym
Moja Danusia miała zawsze fantazję, ale tym razem naprawdę przeszła samą siebie. Jestem już przyzwyczajony, że stale mnie zaskakuje, ale że w Andrzejki wylądujemy w pociągu, to bym się nigdy nie spodziewał. Byliśmy jeszcze wtedy narzeczeństwem i w sobotę rano, 29 listopada przyszła do mnie do domu z biletami w ręku i oświadczyła, że w żadnych Andrzejkach w naszym mieście nie uczestniczymy, tylko jedziemy do Sopotu. Pociąg wyjeżdżał o 19.30 i w Gdańsku miał być dopiero o 7. rano, więc nockę mieliśmy zarezerwowaną w sypialnym. To też i nowe doświadczenie, bo poczułem się trochę, jak filmie. Co prawda nasz polski sypialny to Orient Expressu nie przypomina, ale co przeżycie upojnej nocy w pociągu, to na pewno nie to samo co w domu. Jedynym mankamentem było to, że szampan który mieliśmy ze sobą tak był wzburzony, że prawie cała zawartość wylądowała na podłodze. Szczęście, że nie na łóżku. W Sopocie spędziliśmy miły dzień, a że nie było zimno i nawet pięknie świeciło słońce, to nawet 2 godzinki byliśmy na molo. Powrót następnej nocy, znowu sypialnym, a w poniedziałek z podkrążonymi oczami wylądowałem w pracy. Było warto, bo
Andrzejki były super.